Nie identyfikuje się ze słowem "wszyscy", ale bardzo ceni "razem", "wspólnie". Spóźnia się, kiedy tylko może.. czyli zawsze. Lubi żółwie, co przekłada się na jej styl bycia (patrz: tempo). Zainteresowana pojęciem sztuki w każdej postaci. Nie wyobraża sobie życia bez dobrej muzyki, designu i świeżo palonej kawy.

Zastanawia mnie, ilu uczniów w tym momencie wypruwa sobie żyły, by wyciągnąć oceny, ilu siedzi po nocach z nosem w książkach, żałując zmarnowanego na życie towarzyskie roku, ilu bierze nauczycieli na litość, a ilu doprowadza ich do szału ciągłymi debatami. Myśl o wystawieniu ocen końcowych towarzyszy nam od momentu przekroczenia progu szkoły we wrześniu, a realnie dociera do nas w czerwcu najczęściej tydzień przed faktem. Nie do każdego, to oczywiste – tu mocą sprawczą okazuje się temperament czy też obrany cel. Jedni walczą o czerwony pasek na świadectwie, inni o to, by zdać do następnej klasy. Jedni w nagrodę chcą jechać na wakacje, inni pragną tylko ciszy i spokoju, zero kłótni z rodzicami i zawodzeń. Dążymy do celu, o którym decydują stopnie szkolne. Biegniemy do mety, a oceny są przeszkodami na drodze. Jesteśmy rozemocjonowani, stresujemy się, boimy, przesadnie filozofujemy, czasem płaczemy z bezsilności, tracimy sens w tej gonitwie. Z drugiej strony stres nas napędza, motywuje do działania, pragniemy dać z siebie wszystko i pokazać, że młodych też na coś stać, nawet jeśli jest to znikomy sukces dla świata. Naprawdę się staramy i próbujemy. Czasem odpuścimy, bo ogarnia nas przeczucie, że to trwa już za długo, dopada nas negatywne myślenie, przekonujące, że nie damy rady. Poddajemy się, a jednocześnie walczymy. Często czujemy się niezrozumiani. Z jakiego powodu nauczyciel nie chce z nami współpracować? Okej, olewaliśmy sobie cały rok, rozumiemy, ale kto chce patrzeć na nas jeszcze w wakacje? W trakcie zażartej walki wcale nas to nie uczy, a raczej dobija i napędza chęć odwetu na pedagogu. Rodzice, dlaczego w nas nie wierzycie, tylko na każdym kroku przypominacie o błędach z niedalekiej przeszłości? Oczekujemy wsparcia albo przemilczenia sytuacji i pozostawienia pola do działania. Oczywiście, jesteśmy dziećmi, ale w tym momencie chcemy się wykazać i sami zamierzamy poradzić sobie z problemem.

W jakim kierunku zmierza świat, jeżeli oceny nazywane są problemem, a młodych, uczących się ludzi postrzega się przez ich pryzmat? Słabe stopnie nie czynią z człowieka (mówiąc kolokwialnie) głąba, nieroba, nieuka. W rzeczywistości podmiot naszych rozważań może okazać się bardzo inteligentną i wartościową osobą, w pewnym sensie buntownikiem, który nie stosuje się do ogólnie przyjętych zasad szkoły. Może ktoś opuszcza zajęcia, bo w młodym wieku zaczął pracę i wspomaga finansowo rodzinę? A może ktoś po prostu idzie za głosem marzeń i nic, co przez lata wpaja szkoła nie współgra z jego systemem wartości lub nie wpisuje się w ramy jego postrzegania rzeczywistości? Tak jak wszędzie, w szkole często hiperbolizuje się wiele aspektów. W tym momencie wypowiedzi z góry przepraszam przede wszystkim [byłych] trzecioklasistów. Matura. Słowo to krąży nad nami od początku do końca i jeszcze chwilę po. Czasami towarzyszą mu pseudomiłe przypomnienia belfrów o istnieniu zawodówki, która zawsze stoi dla nas otworem. Stanowi to ciche zapewnienie, że jeśli w tej chwili akurat sobie nie radzisz, nie psuj opinii liceum i szybko się przepisz, zanim nadejdzie egzamin dojrzałości.

Wypowiadając się w imieniu uczniów, nie nakłaniam, by każdy się ze mną zgadzał. Jest to niemożliwe i w pewnym sensie czyni to poruszony temat ciekawszym. Nie każda młoda osoba identyfikuje się z grupą wolnomyślicieli i chwała jej za to – inaczej nie przetrwałyby w warunkach ustawowej edukacji. Może właśnie o to chodzi, żeby czasami zacisnąć zęby dla świętego spokoju, spróbować się nie kłócić, nie żalić, nie atakować. Jednak nie zaszkodzi nigdy ponarzekać np. w artykule odliczającej dni i godziny do końca roku szkolnego licealistki. A na koniec przesłać nieco otuchy w ostatnich dniach walk i zmagań z ocenami.

Uczniowie zawsze dadzą sobie radę. Pod warunkiem, że nie pozwolą sobie na nadmiar swobody.

Dobiegamy do mety.

Dodaj komentarz