Ekstrawertyczna społeczniczka, która do szaleństwa kocha szarlotkę swojej babci.

Szukaliście kiedyś ogłoszeń w sprawie pracy? Ja tak, niestety w naszym mieście nie ma sporego wyboru wśród ofert wakacyjnych. Przeczytajcie historię, która przytrafiła mi się tydzień temu, a zrujnowała mój światopogląd i wiarę w człowieka.

Środa, godziny popołudniowe i ja – maturzystka, która szuka pracy na okres wakacyjny. Krążąc w odmętach różnorakich ogłoszeń znajduję zaledwie kilka, które byłyby zgodne z moimi kwalifikacjami (a właściwie ich brakiem, w końcu kończę dopiero liceum) wysyłam CV i oczywiście czekam, chyba jak każdy człowiek nie lubię czekać. Wpadam na genialny, jak się później okazuje do czasu pomysł – wstawię ogłoszenie, że poszukuję pracy.

Jak wyglądało ogłoszenie? Najnormalniej w świecie: moje imię i nazwisko, wiek, mocne strony, informacja jakiego typu pracy poszukuję, adres poczty elektronicznej, numer telefonu i zachowawcze zdjęcie. Wpis pojawił się na portalu z ofertami pracy równo o godzinie 16:04.

Mijają cztery minuty, słyszę dzwonek telefonu, numeru nie widzę, bo wyświetla się nieznany z lekkim stresem i drżącymi dłońmi naciskam zieloną słuchawkę, odzywa się męski głos w telefonie:

– Cześć Oliwio, z tej strony Grzegorz, właśnie znalazłem Twoją ofertę pracy. Bardziej subtelnego głosu wyobrazić sobie nie można,

– Dzień dobry, tak, chwilkę temu ją zamieściłam,

– Co ty na to abym ja doładowywał Ci co miesiąc telefon, a ty w zamian za to mówiłabyś mi miłe rzeczy do telefonu?

Zamurowało mnie, w pośpiechu rozłączyłam rozmowę. W głowie miałam trzy rzeczy. Pierwsza, kim trzeba być by oferować coś takiego? Druga, mam telefon na abonament, a nie na kartę. Trzecia, ktoś wysłał do mnie wiadomość, może w sprawie pracy. 

 

Pracy nie dostałam, jakoś nie żałuję. Wie ktoś może o jakiej firmie mówił rozmówca? Może przejdę się tam i złożę CV osobiście? Nie czekałam długo aż zadzwoniła kolejna osoba, kolejny mężczyzna, komunikat był krótki: proszę wejść na stronę z jakiej zamieszczała pani ogłoszenie w zakładkę z wiadomościami. Mężczyzna się rozłączył, a ja zaryzykowałam i posłusznie spełniłam życzenie.

Możecie domyślać się co było w załączniku, a dla mnie pozostanie to małą (bardzo małą) tajemnicą. Podczas gdy do mojego telefonu dobijali się kolejni mężczyźni, bo o dziwo nie zadzwoniła żadna kobieta zorientowałam się, że dostałam jeszcze dwie wiadomości SMS:

Nie odpisałam, ale pokusiłam się o małe śledztwo. Wpisałam numer w wyszukiwarkę i co zobaczyłam? Ostrzeżenie o tym, że numer jest niebezpieczny, a ja nie jestem jedyną kobietą, do której taka wiadomość została wysłana. Dobra, tak prezentowała się pierwsza wiadomość, druga jest o wiele lżejsza, nawet gdy ją przeczytałam to się uśmiechnęłam, wolałam jednak nie odpisywać, kto wie co się może czaić za tymi emotikonami.

Tak oto kończy się moja przygoda z portalami publikującymi ogłoszenia o pracę. Zadzwoniło do mnie pięciu mężczyzn, tylu samo napisało. Wytrwałam prawie czterdzieści minut, teraz mnie to bawi, jednak gdy te wydarzenia miały miejsce, nie było mi do śmiechu. Rada i przestroga dla wszystkich na przyszłość: nie podawajcie byle gdzie numeru telefonu. Na zakończenie dodaje jeszcze jedną wiadomość mężczyzny pragnącego przyjemności, może kiedyś jej zazna.

Dodaj komentarz