Wiktoria Budzeniusz

Zakochana w muzyce, frytkach i dobrym kinie. Dociekliwa licealistka, wulkan energii. Lubię, kiedy wiele się dzieje.

Patrycja Sarnowska i Michał Guza to młodzi włocławianie, którzy oprócz nauki w liceum, aktywnie działają w Młodzieżowej Radzie Miasta. Sytuacja między MW, a MRM przypomina czasami telenowelę, której daleko do House of Cards. My jednak postanowiliśmy porozmawiać z Michałem i Patrycją, którzy opowiedzą o pracy we włocławskim Białym domu.

Jak zaczęła się Wasza przygoda z MRM i skąd pomysł na zgłoszenie swojej kandydatury?

Patrycja:  Moja przygoda zaczęła się od przeżytego wypadku, który diametralnie zmienił moje życie. Musiałam zrezygnować z wielu moich pasji. Została mi tylko szkoła, a zawsze lubiłam działać społecznie. Dowiedziałam się o wyborach MRM-u i postanowiłam wziąć w nich udział. Traktowałam to jako nowe doświadczenie w życiu.

Michał: Od zawsze interesowałem się polityką, ale decyzja o kandydowaniu przyszła spontanicznie. Jest to dla mnie dobra lekcja współpracy i działania w grupie. Dodatkowo chciałem utrzeć nosa pewnej osobie.

Jak udaje Wam się pogodzić MRM, szkołę i życie prywatne?

P: Pogodzenie wszystkiego ze sobą jest często bardzo trudne. Czasami trzeba ustalić sobie priorytety, ale dobra organizacja ułatwia to zadanie.

M: Według mnie to nie jest wcale aż takie trudne. Spotykamy się zazwyczaj dwa, trzy razy w miesiącu, więc można ten czas wygospodarować.

Jak oceniacie swoją grupę? Uważacie się za zgrany team?

P: Bywa różnie, wiadomo, że zdarzają się spory, ale szybko dochodzimy do porozumienia.

M: Zazwyczaj panuje chaos, jak to w dużej grupie. Niekiedy przewodniczący sobie nie radzi z panowaniem nad grupą, która jest podzielona na tych aktywnych i tych, którzy nie uczestniczą w życiu rady. Jednak kiedy mamy doprowadzić do końca dany projekt, spinamy się i współpracujemy.

Na jakiego rodzaju inicjatywy stawia Wasza kadencja?

PProwadzimy wiele projektów o różnej tematyce, które staramy się wypełniać, niestety nie dysponujemy konkretnym budżetem, na wiele rzeczy wykładamy z własnych pieniędzy, co utrudnia realizację wielu ciekawych inicjatyw. Akcja „Pomoc dla malucha” w naszym szpitalu była jednym z ważniejszych projektów, który przyniósł wiele radości dzieciom. Chcielibyśmy zorganizować więcej rzeczy dla samej młodzieży, natomiast ciekawe pomysły wymagają niestety dużego nakładu finansowego. Wszystko kosztuje, przez co wybieramy działania możliwe do wcielenia w życie.

Jest coś, co zmienilibyście w MRM?

M: Przede wszystkim lepsze zorganizowanie radnych i dyscyplina. Nasz przewodniczący, moim zdaniem, powinien wyciągać jakiekolwiek konsekwencje wobec radnych charakteryzujących się biernością.

P: Powołana została teraz Komisja Etyki, która powinna się zajmować tego typu przypadkami, natomiast jesteśmy świadomi, że może ona mało zdziałać.

M: Niecierpliwość radnych też czasem daje w kość, wszędzie się spieszą i nie mają czasu na spotkania. Poza tym, przewodniczący często, oczywiście mówiąc w sławnym wołaczu, planuje wiele, chce zmienić wiele.

P: Lecz często te słowa stają się puste.

Co powiedzielibyście młodszym kolegom, którzy zastanawiają się nad dołączeniem do kolejnej kadencji?

P: Warto dołączyć do MRM-u, ale trzeba mieć zapał przez cały okres trwania kadencji, nie tylko w momencie wyborów. Mamy wielu radnych, których zaangażowanie niestety było tylko na początku. Jeżeli podejmujemy się jakiegoś wyzwania, powinniśmy dbać o to, żeby wypełniać swoje obowiązki.

M: Trzeba najpierw zadać sobie pytanie: Po co chcę brać w tym udział? Mamy wielu radnych, którzy nie pojawili się na spotkaniach od pierwszej sesji. Musimy brać odpowiedzialność za decyzje, którą podejmujemy.

Która z inicjatyw była najważniejsza?

P: Najważniejsza dopiero będzie – Parada Schumana. To największe  dla nas wyzwanie, w paradzie weźmie udział prawie 1000 osób, z każdej szkoły ponad 50.

M: To bardzo dobra lekcja wiedzy o społeczeństwie, można z niej wiele wynieść dla samego siebie.

Jak oceniacie dotychczasową pracę MRM?

M: Porównując z zeszłą kadencją, wydaje mi się, że nasza grupa stawia na solidarność i działanie w grupie. Spotkanie z kombatantką, obdarowywanie dzieci, wiele zrobiliśmy.

 

Co sądzicie na temat „wojny” między MRM-em, a MW?

M: Wydaje mi się to niepotrzebne. Planowaliśmy współpracę, ale urażenie dumy przewodniczącego w pewnym momencie obudziło w nim niechęć, a to zaczęło lawinę spięć. Krytyka w mediach to normalna sprawa, oburzenie w tym wypadku to głupota.

P: Wiele rzeczy można zachować dla siebie, nie tworząc toksycznej afery. Jesteśmy osobami publicznymi, które zawsze będą podlegały ocenie czwartej władzy, jaką są media.

M: Dla mnie to jest żałosne. Miałem osobiście nadzieję na współpracę, która przyniosłaby korzyści dla obu stron. Słabe zagrywki z podawaniem złych godzin rozpoczęcia sesji w oficjalnym mailu, to wszystko przekreśliło wiele możliwości.

P: U nas najważniejszą osobą jest Kuba, dlatego też wiele osób słucha się tego, co ma do powiedzenia, nie myśląc o tym szerzej. Wszyscy wiemy, że Młody Wlocławek nie chce dla nas źle, wielu ludzi z redakcji brało czynny udział w rozwoju Rady, a krytyka powinna być brana do serca. Artykuły zawierały, moim zdaniem, słuszne uwagi.

Czy współpraca MW i MRM jest w tym momencie realna?

P: Moim zdaniem to byłby świetny pomysł. Jedna i druga strona popełniła błędy, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Wsparcie obustronne byłoby bardzo pomocne.

M:  Nadal mam nadzieję na współpracę.

Na koniec planowaliśmy zdjęcie uścisku dłoni radnych i redaktorów portalu, na wzór tegorocznego Przewodniczącego, niestety spieszyli się oni na autobus.

Dodaj komentarz