Ekstrawertyczna społeczniczka, która do szaleństwa kocha szarlotkę swojej babci.

Są miejsca, w których obowiązuje stosowny strój. Są miejsca, w których obowiązuje stosowne zachowania. I są też osoby, które najzwyczajniej w świecie nie wiedzą, czym jest kultura. Mowa tu o jej kolebce, czyli o teatrze. Świątyni klasy i kindersztuby, do której jednak niektóre osoby nawet nie powinny się zbliżać.

Ostatnio siedząc na jednym z koncertów we Włocławskim Teatrze Impresaryjnym poczułam nie tyle zniesmaczenie co wręcz zażenowanie. Siedział za mną młody człowiek, ba, możliwe, że nawet starszy ode mnie. Przeżyłabym już nawet to, że przyszedł jako jedyna osoba z całej sali ubrana w strój sportowy (może był to odświętny dres?), zakładam nawet, że cena takowego stroju sporo przewyższała cenę zestawu osoby schludnie ubranej, która przyszła rozkoszować się kulturą wysoką. Jednak nie strój był tu najgorszy, a jego zachowanie, które bardzo kłóciło się z zasadami savoir-vivre’u. Umówmy się, kto dobrze wychowany przychodzi z rodzicem na koncert muzyki poważnej tylko po to by po 20 (nie, to nie hiperbola, spojrzałam na zegarek) minutach wygłosić ostentacyjne pytanie na pół sali „Mogę już iść?!” skierowane do swojej rodzicielki? Kobieta zabroniła mu wyjścia, a szkoda bo do końca spektaklu, który trwał lekko ponad godzinę, chłopak zadał to samo pytanie jeszcze co najmniej trzy razy rozpraszając przy tym publikę.

Król ubioru i zachowania wyszedł jakieś dwadzieścia minut przed końcem, ale wtedy chyba już starsze grono zaczęło nudzić się na sali, a może nie tyle nudzić, co pokazywać sobie zdjęcia swoich wnuków na telefonach. Z reguły zaciemniona sala stała się nagle istnym Manhattanem o północy, gdzie w połowie mieszkań ludzie śpią, a w drugiej części balują do rana. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że osoby, które trzymały w dłoniach telefony i tak sprawnie posługiwały się nową technologią to ta grupa społeczna, która jako pierwsza garnie się do moralizowania młodzieży i mówienia „Ach te komputery, smartfony, nic tylko telefony im w głowach, za naukę by się wzięli! Za naszych czasów to było!” (oryginalny cytat osoby, która po wyjściu z teatru spojrzała na grupę młodych ludzi, którzy siedzieli razem na ławce przy skwerku).

Co do Pana w galowym dresie, którego zachowanie przypominało Osła z drugiej szczęści Shreka, pytającego, czy daleko jeszcze, można spokojnie powiedzieć, że błyszczał on światłem odbitym wspomnianych smartfonów, niczym światłem reflektorów pośród innych osłów.

Dodaj komentarz