Robię zdjęcia lepiej niż na nich wychodzę i studiuję kierunek, którego nazwy nikt nie potrafi zapamiętać.

Już raz przez to przechodziłyśmy. Całkiem niedawno. Jesienią 2016 roku tysiące osób wyszły na ulice i udało się. Ogólnopolskie manifestacje pod hasłem #czarnyprotest zablokowały zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Jednak Prawo i Sprawiedliwość wcale się nie wycofało, postanowiło po prostu poczekać na lepszy moment. Wygląda na to, że ten „lepszy moment” to marzec 2018. Ustawa „Zatrzymaj aborcję” trafiła w środę do sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. W poniedziałek projekt pozytywnie zaopiniowała głosami posłów PiS i Kukiz’15 Komisja Sprawiedliwości.

Sama nowelizacja przepisów jest bardzo krótka – projekt składa się z dwóch artykułów. Według nowych przepisów z dotychczasowego prawa miałyby zostać wykreślone przepisy dotyczące usunięcia ciąży ze względu na „duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.

Co to oznacza w praktyce? Kobiety pozostają bez wyboru. Zakazuje im się usunięcia ciąży w sytuacji, kiedy dziecko ma urodzić się ciężko chore, z poważnymi wadami ciała, czy umysłu.

Nie będę Was przekonywać do tego, czy aborcja jest dobra, czy zła. Nie o to chodzi w całym tym sporze i o tym zapominamy. W piątek sama byłam na proteście. Nie dlatego, że chcę aborcji na zawołanie. Dlatego, że chcę mieć wybór.

Nie dane było mi pojawić się w Warszawie, protestowałam w Łodzi i to co tam zobaczyłam skłoniło mnie do refleksji i podzielenia się tym z Wami. Przez godzinę wysłuchiwałam przemawiających kobiet. Kobiet, które walczą o nasze prawa. I nie, nie były to stereotypowe lesbijki-feministki. Swoimi refleksjami dzieliły się matki, mężatki, opiekunki chorych dzieci. I to właśnie one protestowały najgłośniej, a obok nich ich mężowie. To nie sama aborcja jest przyczyną protestów. Tyle się teraz mówi o prawach kobiet, na całym świecie walczymy o równouprawnienie, poruszamy niebo i ziemię, żeby dostać to, co w naszym mniemaniu się nam należy. I to właśnie o to tutaj chodzi.

Nie marzymy o aborcji na wyłączność w każdym możliwym momencie ciąży. I bardzo nie chciałabym, żeby ktoś tak to postrzegał. Zastanówcie się, postawcie się w sytuacji kobiety, która jest zmuszona urodzić dziecko, które zaraz po porodzie umrze. Czy to nie jest bardziej traumatyczne niż przerwanie ciąży? Może nie dla wszystkich, okej, rozumiem. Ale dlaczego ktoś ma decydować za mnie? Dlaczego nie mogę podjąć decyzji zgodnej z własnym sumieniem? Dlaczego ktoś kto mnie nie zna i prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z mojego istnienia, ma decydować co jest dla mnie najlepsze?

Mam do Was prośbę. Zastanówcie się nad tym. I nigdy nie myślcie, że Wasze działanie niczego nie zmieni, że jako jednostka nie jesteście w stanie nic zrobić. Bo zbiorowość, która walczy składa się właśnie z jednostek. Korzystajcie z każdej możliwości, by o sobie decydować – chodźcie na wybory, sami w nich kandydujcie. Zmieniajcie świat, póki jeszcze jakiś mamy.

fot. Karolina Pawłowska 

Nie każdy z nas mógł uczestniczyć w protestach, ale ubranie się na czarno w jego dzień świadczyło o solidaryzowaniu się z protestującymi i tak zrobili poszczególni członkowie naszej redakcji. Wsparli wszystkich protestujących, wsparli mnie, wsparli kobiety.

Dodaj komentarz