Bloger, miłośnik mody, designu i sztuki, jego wewnętrznym zwierzęciem jest jamnik, a znakiem rozpoznawczym kubek kawy.

Skarpety. Część garderoby tyle prywatna, ile wystawiona na ciągły widok. Przez bardzo długi czas pozostawały na marginesie świata mody, by obecnie zacząć przeżywać swój moment chwały. Jak wygląda ich historia i co legło u podstaw obecnej popularności? Przyjrzyjmy się krótkiej historii długich, kolorowych skarpetek.

Dawno, dawno temu…

Zgłębiając genezę różnego typu zjawisk, zazwyczaj sięgamy do czasów starożytności, by znaleźć ich pierwowzory. Ze skarpetami może być trochę trudniej, ponieważ w ciepłym klimacie śródziemnomorskim rzadko występowała potrzeba noszenia na stopach czegokolwiek więcej niż sandałów składających się z kilku rzemieni. Jedynie ludy żyjące na północy kontynentu wytwarzały coś na kształt „pokrowca na stopę” uszytego ze skóry.  Przez bardzo długi czas skarpety były towarem niemalże luksusowym, a upowszechniły się dopiero w XIX i XX, kiedy zaczęto je produkować na masową skalę. Warto zauważyć też, że pewnego rodzaju substytutem skarpetek były onuce – kawałki materiału owijane wokół stopy, których użycie najdłużej można było obserwować w wojsku.

Meritum

Tyle historii. Ale co z kolorowymi skarpetkami, będącymi głównym obiektem zainteresowania? Najpopularniejsza zasada mówiąca o doborze skarpet do stroju mówi, że powinny być dobrane pod kolor spodni lub butów i nie mówimy tu o dokładności odcienia jeden do jednego, ale najzwyczajniej o podobnym, wtapiającym się kolorze. W pewnym momencie nadeszła jednak „dzianinowa rewolucja” w usystematyzowanym świecie tej części bielizny i skarpetki zaczęły przyjmować najróżniejsze wzory. Źródeł tego fenomenu możemy dopatrywać się w dwóch miejscach. Pierwszym z nich są florenckie targi Pitti Uomo, będące męskim odpowiednikiem fashion weeka, podczas których gwiazdy mody ulicznej eksperymentują w kwestii doboru stroju. Tutaj prawdopobnie, wśród włoskich trendseterów narodził się zwyczaj dobierania kontrastowych lecz nadal pasujących skarpetek. Inna teoria zakłada, że zwyczaj ten zapoczątkowali biznesmeni, którym sztywny dresscode nie pozwalał na nadmierną ekspresję, a skarpety stały się jedyną możliwością urozmaicenia nudnego garnituru.

Odnoszę wrażenie, że młodzież podobnie podchodzi do tej kwestii. Traktujemy noszenie kolorowych skarpetek jako rodzaj deklaracji, żartu niewyrażonego wprost. Założone do pozornie spokojnej stylizacji dodają jej energii i niejednokrotnie przykuwają uwagę w stronę markowych butów, które mają zostać dostrzeżone. Sklepy prześcigają się w tworzeniu skarpetek w rozmaite desenie – awokado, pączki, jamniki, nawet dzieła sztuki. Nie mam nic przeciwko, sam mam kilka „szalonych” par. Zadać należy jednak sobie pytanie czy powoli ta część garderoby, która miała pomagać wyróżnić siebie spośród tłumu, paradoksalnie nie zaczyna prowadzić do jego uniformizacji. Idąc tym tropem można też zapytać, jaki inny modny przedmiot stanie się następcą skarpetek. Może poszetki, które coraz śmielej wykorzystywane są podczas kompletowania stroju?

fot. Natalia Wilczura

Dodaj komentarz