Nie identyfikuje się ze słowem "wszyscy", ale bardzo ceni "razem", "wspólnie". Spóźnia się, kiedy tylko może.. czyli zawsze. Lubi żółwie, co przekłada się na jej styl bycia (patrz: tempo). Zainteresowana pojęciem sztuki w każdej postaci. Nie wyobraża sobie życia bez dobrej muzyki, designu i świeżo palonej kawy.

Mimo że tytuł odnosi się do pierwszej książki Stephena Hawkinga, którego odejście wywołało niemałe poruszenie, nie zamierzam zająć się w istocie nim, tylko całym społeczeństwem – mechanizmami, jakie nami kierują.

Zacznijmy od początku. Skąd pomysł, by oprzeć się na postaci cierpiącego z powodu paraliżu brytyjskiego astrofizyka? Otóż los chciał, abym parę dni przed śmiercią naukowca trafiła na dwa filmy („Hawking” i „Teoria wszystkiego”) przedstawiające jego codzienność i dokonania na przestrzeni lat. To nieprzyjemne zdarzenie, które w ciągu paru godzin obiegło cały świat, skłoniło mnie do refleksji na temat otoczenia. Stephen Hawking był inwalidą o nieprzeciętnym umyśle, zaś coraz częściej doświadczam wrażenia, że wokół mnie przemieszczają się sami zdrowi fizycznie inwalidzi umysłowi. Jak wiele można dokonać i jak rozpoznawalnym się stać, siedząc na krześle bez ruchu i możliwości wyrażenia swoich myśli mową, a jak mało można, będąc w pełni sprawnym i marnując swój potencjał na zamykaniu się w cudach technologii i próbach wpasowania się w społeczeństwo. Szkoda tylko, że tę zupełnie przeciętną i według mnie żałosną część społeczeństwa.

Szare lub blond farbowane włosy, tapeta na twarzy tak gruba, że wystarczy puknąć w plecy, by wszystko zleciało, długie pazury (oczywiście hybrydy), krótkie koszulki, obcisłe spodnie z wysokim stanem, czarne ramoneski ze sztucznej skóry, do kompletu wielka torba o prostym kroju, a w celu dopełnienia looku… sportowe buty – czy to sukienka czy to strój do biegania, na jedno wychodzi. Kojarzysz skądś ten widok? Mnie trwoży co dzień. Osobiście uważam, że takie osoby, gdy tylko przekraczają próg domu, stają się wersją, która wpasuje się w schemat otoczenia. Bycie sobą? Wstyd. Najlepiej ukryć się pod grubym makijażem, w przypadku chłopaka kapturem czy firmową czapką z daszkiem. Skoro już jesteśmy przy modzie męskiej – ortalionowe kurteczki w trzech odcieniach (zazwyczaj brudny błękit pomieszany z bielą) i niebieska torba Adidasa (pierwotnie przeznaczona na siłownię, a nie wszędzie gdzie tylko się ruszysz). O zachwycie wzorem moro wolę się nie wypowiadać.

Piszczące „hej” na przywitanie nie podwyższy Twojego statusu. Jedynie da znać chłopakom, których tak bardzo potrzebujesz do spełnienia, że jesteś pusta i łatwa. Kluby, szkoła, kluby, o-nie-znowu-szkoła, kluby, co? jaka matura?, wciąż kluby. I tak cały czas. Nagle budzisz się w nieodpowiednim momencie. Rozglądasz się. O! Gdzie ci wszyscy przyjaciele? Gdzie jakikolwiek plan na przyszłość? Hm… „pójdę na kurs kosmetyczny i będę pracować w salonie urody w W-wa, „w sumie to lubię się malować, kosmetologia to coś dla mnie”, „chodzę na siłownię, może AWF”, ewentualnie „jestem na biol-chemie, zostanę lekarzem i będę bogaty!”.

Dlaczego sami pchamy siebie w tę stronę? Dlaczego się uwsteczniamy? To nie wina technologii, tylko tego, jak ją wykorzystujemy. Z jednej strony ułatwia nam życie. Z drugiej zabiera nam pole do popisu i zanim się obejrzymy, zajmuje nasze miejsce. Dzięki niej mamy wielu znajomych. Fakt, na Facebooku. Trzy czwarte z nich nie mówi nam „cześć” na ulicy, ale za to zostawi lajka pod zdjęciem, a może i nawet serduszko. Na portalach społecznościowych rozgrywa się teraz wszystko – największe kłótnie, miłości na szybko.

Do czego zmierzam? Żebyś przejrzał na oczy, czytelniku. Jak przyspieszasz proces tracenia osobowości, a więc i siebie. Jak marnujesz swoją przyszłość. Jak skłaniasz osoby o podobnych poglądach do moich do tworzenia listy oznak ludzkiej tępoty.

Bez urazy. Bez ofensywy. Chcę pomóc. Skłaniam Cię do zaczerpnięcia inspiracji z osoby Stephena Hawkinga, który mimo tak ogromnych przeciwności losu, pokazał światu cząstkę prawdziwego siebie. Pewnie nie wyobrażasz sobie, jak wielkim posunięciem było jego dzieło „Krótka historia czasu. Od Wielkiego Wybuchu do czarnych dziur.”. Ile słów „nie” usłyszał, ile prześmiewczych spojrzeń zniósł i ilu ludzi uznało go za dziwaka. Trzeba być sobą, by odnieść sukces. Nakładając maskę, nie zdobywasz go Ty, ale osoba, w której rolę się wcielasz.

Prawdziwy akt odwagi? Umieć zachować autentyczność swojego wnętrza i dzięki niemu wyjść poza granice grupy. Nie zlewać się z nią. Nie poddawać się. Nie wpasowywać się na siłę. Nie być zdrowym inwalidą umysłowym.

Myśleć.

Comments

  1. Bardzo podoba mi się pomysł na związanie artykułu z postacią Stephena Hawkinga, jednakże nie zgadzam się w pełni z jego treścią. Dla mnie nakładanie maski jest ochroną. W otoczeniu – w całym świecie jest tak wiele osób, które z pewnością nie zasługują na poznanie mojego spojrzenia na świat i tego jaka osoba kryje się za mną. Tylko tworząc fałszywą maskę dla siebie jestem w stanie uchronić te najbardziej intymne sfery swej osobowości przed wszystkimi. Słyszałem kiedyś, że ludzie mają 3 twarze – jedna, którą znamy tylko my, jedna znana naszemu najbliższemu otoczeniu i jedna znana wszystkim innym. Ponoć ta pierwsza identyfikuje nas i będąc w pełni szczerym – nie wiem czy chciałbym, żeby każdy wiedział jaki naprawdę jestem. Ten „zaszczyt” wolę zostawić osobie/osobom, która będzie w pełni na to zasługiwać. Aktualnie satysfakcję sprawia mi zwodzenie ludzi i zdobywanie jak najgorszego zdania o sobie z ich strony, bo zapewnia mi to pozorne bezpieczeństwo ^^

  2. Temat bardzo ciekawy, tak jak i inne poruszane na waszej stronie, jednak wraz z kolegami piszecie bardzo powierzchownie. Każdy z was pisze w podobny, nijaki sposób co niestety gasi potencjał wybranych tematów. Trzymam kciuki za dalsze artykuły, ale proszę, włóżcie w nie więcej serca.

  3. Generalnie jestem za manifestacją siebie, nonkonformizmem itd, ale mówienie, że każda dziewczyna w ramonesce i rurkach jest taka sama, i nie widzi życia poza klubami, to zwykła generalizacja. W ten sposób właśnie zabierasz ludziom ich osobowość i degradujesz do kupy mięsa na nogach. Ocenianie ludzi po wyglądzie czy stylu, to domena tych, któych tutaj oczerniasz.
    Wywyższasz się, mówiąc o „pomocy”, którą rzekomo chcesz nieść tym BIEDNYM KONFORMISTOM, co sygnalizuje, że chyba jednak Ty masz jakiś problem, z któym potrzebujesz pomocy. Słyszałaś kiedyś, żeby Hawking kiedykolwiek mówił, jaki jest mądry?
    P. S. Dodanie „bez urazy” na końcu obraźliwej wypowiedzi, nie neutralizuje jej agresywności :’)

  4. Wstęp traktuje o Hawking, geniuszu zamkniętym w ciele niepełnosprawnego. Można się zatem spodziewać, że w dalszej części artykułu mowa będzie mowa o tym by nie oceniać ludzi po wyglądzie. Okazuje się jednak, że tekst promuje pogląd, w którym marka torby czy krój spodni wystarczą by osobę poznać i zaszufladkować, w dodatku w bardzo nieobiektywny i krzywdzący sposób. Opisanie kogoś zwrotem „inwalida umysłowy” jest oburzające w każdej sytuacji. Wyjątkowo razi jednak, kiedy ktoś robi to nie znając danej osoby i kierując się tylko jej wyglądem, który w takich ocenach nie powinien mieć żadnego znaczenia. W artykule aż razi generalizacja. Autorka tekstu krytykuje płytkość jednak w ten sposób sama przedstawia wyjątkowo płytki sposób myślenia.
    Żyjemy w dobie walki o prawa kobiet, światowe organizacje, celebryci i zwykli ludzie starają się pokazać, że kobieta może to samo co mężczyzna. W świetle tego, określenie „łatwymi” dziewczyn, które jak pierwsze nawiązują kontakt z chłopakiem, jest conajmniej średniowieczne. Uważam to słowo za wręcz okrutne i żadna kobieta nie powinna spotkać się z tak szowinistyczną oceną.

  5. Błędy stylistyczne na poziomie gimnazjum plus megalomania na poziomie Joli Rutowicz, do tego przenajświetsze przekonanie o własnym, wyjątkowym statusie… Autorko, naprawdę uważasz siebie za jedyną myśląc osobę? Bo czytając artykuł można odnieść wrażenie o takim przesłaniu…

Dodaj komentarz