Od zawsze z muzyką w sercu, miłośniczka spontanicznych wyzwań i przygód. Uwielbia rozmowy o ciekawych punktach widzenia, najlepiej przy dobrym jedzeniu.

W dzisiejszym wydaniu naszej serii, przedstawiamy rozmowę ze studentką iberystyki z językiem portugalskim na Uniwersytecie Warszawskim – Zuzanną Fol. U mnie to jest chyba już miłość, ale nie jestem zaborcza, więc chętnie się moim obiektem uczuć podzielę. Zobaczmy więc, czy jest co tak kochać.

Skąd zainteresowanie iberystyką i dlaczego?

Teraz myślę, że czułam to od początku, tylko że wcześniej za bardzo nie chciałam posłuchać głosu serca. To nie jest tak, że iberystyka była moim pierwszym i jedynym wyborem. Rok temu, od razu po liceum, poszłam na ekonomię, bo to przecież taki przyszłościowy kierunek. I na tym moim przyszłościowym kierunku czułam się co najmniej jak przybysz z kosmosu, a i namiętne noce z matematyką okazały się nie być szczytem moich marzeń.  Z językiem portugalskim było tak, że zaczęłam się go uczyć już w liceum, do czego zainspirowała mnie tygodniowa wymiana – spędziłam wtedy tydzień w okolicach Porto i na zabój zakochałam się we wszystkim, co portugalskie. Kiedy już więc ostatecznie wyszłam z toksycznego związku z ekonomią, najpierw kontynuowałam naukę portugalskiego na prywatnych zajęciach, a później zaczęłam nowe studia, na iberystyce właśnie. Jedyne, co się zmieniło, to wariant języka – na studiach wybrałam ten brazylijski.

Czym przyciągnęła Cię stolica?

Warszawę znałam całkiem dobrze jeszcze na długo przed studiami. Warszawa żyje całą dobę, a ja to życie bardzo doceniam, zwłaszcza jako amatorka koncertów, wystaw, zwiedzania najróżniejszych pubów i realizowania szalonych pomysłów z dnia na dzień. Tutaj mam to wszystko praktycznie bez ograniczeń, chyba że akurat wisi nade mną wizja bankructwa. Uniwersytet Warszawski z kolei to już pewna marka, wieloletnia historia, ale też mnóstwo możliwości, spotkań z ciekawymi ludźmi, dodatkowych projektów. Sama chociażby chodziłam w ramach zajęć co tydzień do kina, a jako WF wybrałam sobie burleskę. No i kampus główny jest absolutnie przepiękny, a jego okolice w ciągu tygodnia zamieniają się w małe miasteczko studenckie. Świetna sprawa.

Co najbardziej cenisz na swoim kierunku?

Iberystyka nie ogranicza się tylko do teorii. Moim zdaniem wszyscy stworzyliśmy tam sobie pewnego rodzaju mikroklimat, który jest przedsmakiem tego, co czeka nas w krajach, o których się uczymy. Chodząc na zajęcia mam wrażenie, że odbywam podróż w czasoprzestrzeni. Atmosfera jest dość luźna, ale jakoś magicznie działa to tak, że zamiast rozleniwiać, motywuje do pracy. Język jest najważniejszy, ale żeby jeszcze lepiej zrozumieć jego wszystkie konteksty, dowiadujemy się też sporo o historii, literaturze, geografii i kulturze danych krajów. Cenne jest jednak to, że nie wygląda to wszystko jak kartka z katalogu biura podróży. Na przykład ucząc się o Brazylii nie ograniczamy się do cukierkowego obrazka plaży, samby i kolorowych papużek, ale mówimy też o nierównościach społecznych, niebezpieczeństwach i  niewygodnych faktach z przeszłości.

Bierzecie udział w projektach, interesujących współpracach? Czy jesteś usatysfakcjonowana możliwościami, które otrzymujesz od uczelni?

Projektów jest mnóstwo. Co chwilę organizowane są spotkania z zagranicznymi autorami, działają różne koła naukowe, które bardzo nas rozwijają. Sama jestem aktorką w wydziałowym teatrze, gdzie spektakle wystawiane są w całości po portugalsku. To, że studiując iberystykę, wyjeżdża się na jakiś czas do innego kraju, jest niemalże oczywiste. Obok legendarnego Erasmusa jest też możliwość wyjazdu do Brazylii, z czego planuję skorzystać w bliższej lub dalszej przyszłości. Iberystykę mogę śmiało nazwać otwieraczem do głowy. Możliwości leżą sobie porozrzucane na podłodze całego wydziału, wystarczy tylko chcieć się po nie schylić. Wtedy satysfakcja jest ogromna.

Jakie cechy powinien mieć dobry student iberystyki?

Zdecydowanie otwartość. Żeby efektywnie uczyć się o innej kulturze, nie można patrzeć na nią z perspektywy tego, co ma się na co dzień, ale jak na zupełnie odrębny zestaw cech, które wzajemnie się przenikają. Poza tym cierpliwość, wytrwałość i dociekliwość, bo materiału jest sporo, a języka trzeba uczyć się regularnie. Przedsesyjny popularny system semestr w dwa dni tutaj nie zadziała. Grozi to eksplozją głowy. I myślę, że przede wszystkim trzeba do tego podchodzić z pasją. Jeśli delikwent jest średnio zainteresowany tym, co dzieje się na zajęciach, to prędzej czy później albo się wykończy, albo zanudzi. Potrzebna jest tutaj ciekawość świata, dzięki której studiowanie przypomina zabawę w odkrywcę, a nie jest tylko przykrym obowiązkiem.

A co sprawia Ci trudność w studenckim życiu?

Czasami brakuje mi doby na wszystko, co chciałabym zrobić. Poza tym cały czas staram się znaleźć najlepszy sposób na skuteczne wbijanie sobie do głowy setek słówek, które zbierają mi się przez cały tydzień zajęć. Ale najtrudniejszą rzeczą jest chyba przebicie się przez Warszawę w godzinach szczytu, minimalizując przy tym liczbę osób przytulanych w komunikacji miejskiej. Ten typ czułości nie jest raczej moim ulubionym.

Sytuacja z wykładów, którą mile wspominasz?

My się portugalskiego uczyliśmy od podstaw, ale już od drugich zajęć obowiązywała zasada, że na zajęciach z języka nie pada ani jedno słowo po polsku. I nawet jeśli uczyłam się wcześniej, to na początku spontaniczne złożenie sensownego zdania robiło mi jakieś zwarcie w mózgu. A któregoś dnia po prostu to popłynęło, jak gdyby nagle została zdjęta jakaś blokada. Pamiętam, że w tamtym momencie sama byłam tym zaskoczona i zastanawiałam się, jaki rodzaj magii właśnie się zadział.

Czy polecasz swoje studia?

U mnie to jest chyba już miłość, ale nie jestem zaborcza, więc chętnie się moim obiektem uczuć podzielę. Jakiekolwiek studia humanistyczne mają to do siebie, że otwierają umysł. Za to nauka nowego języka, moim zdaniem, daje nawet kolejną osobowość, na którą głowa przełącza się, kiedy przestaje się mówić po polsku. Ogólnie pracy jest sporo, ale efekty widzi się szybko i wyraźnie. Poza tym, jak już wspominałam, nie jest to przekoloryzowana wycieczka do innego kraju, ale pełne poznawanie kultury z jej dobrymi i złymi aspektami. To po prostu bardzo ludzkie i prawdziwe. I wydaje mi się, że nie pozostaje to też bez wpływu na iberystów – tutaj poznałam najwspanialszych ludzi w całej mojej dwudziestoletniej „karierze”. Jak dla mnie, nie mogło być lepiej.

Dodaj komentarz