Nie identyfikuje się ze słowem "wszyscy", ale bardzo ceni "razem", "wspólnie". Spóźnia się, kiedy tylko może.. czyli zawsze. Lubi żółwie, co przekłada się na jej styl bycia (patrz: tempo). Zainteresowana pojęciem sztuki w każdej postaci. Nie wyobraża sobie życia bez dobrej muzyki, designu i świeżo palonej kawy.

Decydując się na intensywny kurs rysunku warto wiedzieć, na jak głęboką wodę się rzuca. Albo chociaż w jak głębokim i czarnym od farb zlewie będzie myło się ręce. Dodatkowo zastanawiając się wciąż czy aby na pewno nazwa tej małej, brudnej wanienki pokrywa się z ogólnie przyjętym sposobem jej użytku.

fot. Natalia Wilczura

Artyści, jak każda subkultura, rządzą się własnymi unikalnymi prawami. Jeśli więc zamierzasz przetrwać w ich fikcyjnej codzienności, na początek musisz nauczyć się oddychać tylko i wyłącznie dymem papierosowym. Ewentualnie z czasem spotykaną nutką ostrego zapachu alkoholu. Artysta może nie jeść – karmią go skończone wytwory jego wyobraźni przeniesione na papier, oczywiście tylko te satysfakcjonujące oko mistrza. Określenie zasad tego środowiska zawiera się w zupełnym zakazie zadawania pytań, a gdy ktoś zada pytanie Tobie – nawet nie miej odwagi niczego tłumaczyć. Zostaniesz odużony obuchem w głowę, mistrz z pewnością Cię zapamięta, ale wyłącznie w negatywny sposób. Nie ma tu mowy nawet o chwili wytchnienia. Jeśli ustalony czas pracy ma swój początek o godzinie dziesiątej, oznacza to, że o dziesiątej ołówek lub węgiel w Twojej dłoni ma już mknąć po czystym papierze. Zazwyczaj tylko po to, by po ośmiu minutach prowadzący stanął koło sztalugi, po czym z uśmiechem rzekł: „Beznadziejnie, popraw to, a potem zaczynaj od nowa”. W zależności od czasu, który obejmuje przegląd każdej z prac tak, by wszyscy uczestnicy mogli porównać swoje błędy (pochwały są raczej nieprzychylnie wygłaszane), pomiędzy rzuconymi w obieg tematami, nie ma przerwy na odpoczynek. Taki przegląd może uchodzić za moment relaksu, gdyż ten jeden jedyny raz dozwolone jest rozsiąść się wygodnie na podłodze. Jednak trudno o odprężenie, gdy czekasz aż w końcu Twoja praca jako kolejna zostanie zmieszana z błotem. Skoro mowa już o brudzie – artyści nie należą raczej do osób przywiązujących wagę do czystości i schludności otoczenia pracy. Co absurdalne – wciąż powtarzają, że oba te aspekty są jednymi z kluczowych elementów każdego dzieła (cóż, na pewno nie ważniejszych od „organizacji plus szaleństwa”, które stały się ich hasłem). Syf – inaczej nie mogę, nie chcę, nie potrafię opisać przestrzeni pracowni artystycznej. Wydawałoby się, że wszędzie obecne obrazy czy konstrukcje artystyczne ciekawie zaaranżują przestrzeń – no, chyba że są porozrzucane gdziekolwiek dusza zapragnie. Nie mówię tu o ustawianiu prac rządkami po ścianą, by znaleźć im stałe miejsce – wręcz przeciwnie – leżą one po prostu wszędzie, a dodatkowo wciąż są w ruchu. Trudno o jego brak, gdy obrazy dosłownie pałętają się pod nogami. Krzesła umazane czarnym węglem (dobrze, gdy posiadają siedzenia), stoły pokryte tak grubą warstwą kolorowych farb (tak, służą zamiast palety), że nie sposób się do nich nie przykleić, czarne, zużyte sztalugi stanowiące dobowego partnera każdego kursanta oraz walające się w każdym zakamarku folie po nowych gumkach chlebowych – tak prawidłowo wygląda przestrzeń artysty, istniejącego gdzieś daleko w kosmosie ponad pracownią.

Środowisko ludzi sztuki nie należy do najłatwiejszych, a posiadając trudny, buntowniczy charakter już na pewno nie łatwo w tę bohemę wsiąknąć. Szok, z jakim spotyka się człowiek zakorzeniony w realiach świata, wynika z niewiedzy na temat zasad panujących w minispołeczeństwach. Osoba, która od czasu do czasu lubi poszkicować, nie do końca zrozumie mechanizm zachowań artysty, którego życie skupia się na nieprzerwanym istnieniu we własnej wyobraźni i późniejszym przeniesieniu jej na brystol. Tak samo jak starsze pokolenie nie w pełni zrozumie młodsze albo humaniści nie dogadają się ze ścisłymi umysłami.

fot. Natalia Wilczura

Jeśli więc zamierzasz zagłębić się w tajniki artystycznej subkultury – z własnych pobudek czy też z konieczności zdania egzaminów wstępnych Twoich wymarzonych studiów – pamiętaj, by uzbroić się w spokój i cierpliwość. Choć hasłem przewodnim tych wyjątkowych twórców jest „organizacja plus szaleństwo”, warto zwyczajnie wrzucić na luz. Traktuj wszystkich jak równych sobie, nie bój się nowych osób oraz wiążących się z tym nowych wyzwań – zyskasz w ten sposób respekt z ich strony. Twój strach ich jedynie bawi, mają bowiem o czym rozmawiać przy papierosie lub wódce po intensywnej pracy. Zaobserwowałam również, że Ci, którzy uwydatniają swój strach i zahamowanie (zwłaszcza podczas próbnej wypowiedzi mającej na celu obronę pracy, która czeka każdego marzącego o Uniwersytecie Artystycznym czy ASP) wobec wyrażania siebie, są gorzej postrzegani przez doświadczonych artystów, a już na pewno przez samego mistrza. Zauważyłam pewną zależność. Osoby, których prace warsztatowe były naprawdę dobrze wykonane, jednak słabo, wstydliwie ubrane w słowa, traciły szacunek i zainteresowanie mistrza. W efekcie ten pokazywał im, gdzie ich miejsce – mianowicie gdzieś w głębinach tej brudnej umywalki, którą musiały wypucować na błysk (oczywiście, że nie ma już na to najmniejszych szans – brud wgryzł się w białą fakturę na stałe). Za to osoby, które wyrażały swoje zdanie za pomocą nieoczywistych, graficznych przekazów, wręcz walczące z mistrzem na siłę opinii, wyróżniały się w jego oczach. Dzięki pewności siebie i postawieniu własnego „ja” na równi z nieznanym charakterem zyskuje się przewagę. Zamknięcie na nowy teren ogranicza. Szczególnie widzą to ci odmieńcy, należący do różnych subkultur i odbiegający od norm przyjętych przez społeczeństwo.

fot. Natalia Wilczura

Nie blokuj się na nowe doznania. Stracisz nie tylko kolejną drogę do samorozwoju, ale także poniekąd siebie, bo nie poznasz swoich zachowań w konfrontacji z nieznaną, może trochę przerażającą, przestrzenią. Uwierz, że może Ci w tym pomóc nawet syf pracowni artystycznej i całodobowa krytyka wszystkiego, co wyjdzie spod Twojej ręki.

Uwierz, że warto.

Dodaj komentarz