Nie identyfikuje się ze słowem "wszyscy", ale bardzo ceni "razem", "wspólnie". Spóźnia się, kiedy tylko może.. czyli zawsze. Lubi żółwie, co przekłada się na jej styl bycia (patrz: tempo). Zainteresowana pojęciem sztuki w każdej postaci. Nie wyobraża sobie życia bez dobrej muzyki, designu i świeżo palonej kawy.

Co trwoży mnie niezmiennie, a raczej z dnia na dzień coraz dokuczliwiej, to obojętność ludzi na ich otoczenie. Mam tu dokładniej na myśli bezcelowo olewczy stosunek wobec osób, które się zna lub z którymi zamieniło się chociażby trzy zdania.

Facebookowe zaproszenia do grona znajomych znajdują się na porządku dziennym. Jednak gdyby wyliczyć, ile z tych osób powie na ulicy zwyczajne „cześć”, kalkulator okazałby się zbędny. Coraz większą wagę ludzie, zwłaszcza młodzi, przywiązują do odnalezienia potencjalnych znajomych, mogących nabić licznik oglądalności My Story na Snapchacie, utożsamiając ich z nic nie znaczącymi cyferkami. Problem tkwi w tym, że później udają, iż tych osób nie znają, gdy ich spojrzenia po długiej walce z własną naturą, w końcu się spotkają. Powszechność rapidalnego odwrócenia wzroku i zajęcia się czymś nagle nader istotnym, staje się zbyt widoczna, by móc jej nie dostrzec. Nie rozumiem sensu niekomfortowego stania przy ladzie w oczekiwaniu na kawę i modlitwie o jej jak najszybsze pojawienie się, „bo wciąż czuję ten wzrok na sobie” lub wgapiania się we własne kolorowe skarpetki w nadziei, że znajoma osoba za krótką chwilę zniknie z otoczenia. Czy nie łatwiej jest oszczędzić sobie towarzyszącej tym śmiesznym zachowaniom niezręczności? Naprawdę, przywitanie się z osobą, którą znasz, jest o wiele prostsze od szukania po ścianach zaczepienia dla wzroku i oszczędza ogrom myśli, które na pewno można ambitniej wykorzystać.

Oczywiście, odezwanie się do kogoś w Internecie okazuje się jeszcze efektywniejszą drogą na skróty. Szkoda tylko, że zabija w ludziach umiejętność komunikacji w rzeczywistości. W takich okolicznościach owszem – może stać się ona szara i nudna, ponieważ nie pielęgnujemy jej wyjątkowości, siedząc z nosami w telefonach komórkowych.

Nie jestem do końca pewna, czy tak często przeze mnie obserwowane w najbliższym otoczeniu reakcje na widok znajomej twarzy wynikają ze strachu przed konfrontacją w cztery oczy (do czego przyczyniają się m.in. portale społecznościowe) czy kompleksem wynikającym z ego. „Jestem starszy o rok, a więc wyżej postawiony społecznie”. „Noszę ubrania od drogich projektantów, toteż dopuszczam do siebie jedynie osoby o podobnych przywilejach”. Trudno stwierdzić, co kieruje zachowaniami ludzkimi lub co świadczy o wypaczonych kontaktach społecznych. Odpowiedź zapewne jest prostsza, niż się tego spodziewam. Ostatnio panuje reguła, że nasze społeczeństwo jest zbyt banalne, jeśli chodzi o mechanizm zachowań.

Dlatego też kieruję do Ciebie, czytelniku, serdeczną prośbę. Witam się z Tobą (dosłownie poprzez ten artykuł, potocznie poprzez poruszony temat), więc Ty witaj się ze mną.

Comments

  1. Może to wynika z tego, że podczas normalnej rozmowy dużo ciężej jest wpłynąć na to jak postrzega nas otoczenie, a ukrywanie rzeczy, których się w sobie wstydzimy jest niemożliwe. Internet umożliwia nam zakopanie się w norce, która daje nam wrażenie, że możemy wszystko kontrolować – nawet to kim jesteśmy dla wszystkich wokół. Może unikając witania się ze znajomymi z social media nie chcemy wiązać „prawdziwych nas” z osobami, które kreujemy w wirtualnym świecie.

Dodaj komentarz