Ekstrawertyczna społeczniczka, która do szaleństwa kocha szarlotkę swojej babci.

Kolejny wywiad z cyklu „Ale zanim pójdę”, dzisiaj bierzemy na warsztat geoinformację na UAM-ie i rozmawiamy z Edytą Krutulską.

Czym jest geoinformacja? 

Geoinformacja to nauka o systemach informacji geograficznej, które są zintegrowanym sieciowo zestawem specjalistów, danych, metod badawczych, sprzętu komputerowego i oprogramowania, które działają w kontekście instytucjonalnym, oraz o metodach ich tworzenia i zarządzania. Brzmi dość skomplikowanie, ale jest to jedna z prostszych definicji, jakie można usłyszeć u na naszym wydziale.

A prościej? Czym najczęściej zajmuje się student geoinformacji? 

Studia geoinformacyjne to głównie praca przy komputerze, nauka programów specjalistycznych, ale także programowanie. Jeśli ktoś chce tu przetrwać, to musi znać podstawy C++, Pythona czy R  (języki programowania).

Jak to się stało, że postanowiłaś wybrać właśnie ten kierunek?

Od zawsze lubiłam podróżować, a do liceum wybrałam się na profil z rozszerzoną geografią. Do ostatniej chwili nie wiedziałam, jaki kierunek studiów wybrać. Zastanawiałam się głównie nad uniwersytetami ekonomicznymi, aż tu nagle przeglądając ofertę Wydziału Geograficznego UAM-u zobaczyłam geoinformację. Pamiętam, że kiedyś na geografii mieliśmy jakąś lekcję o systemach informacji geograficznej, ale nie wiedziałam o nich za wiele. Jedyne co kojarzyło mi się z tym pojęciem to fakt, że pracuje się z mapami, z którymi mam do czynienia od zawsze ze względu na zamiłowanie do gór. Dodatkowo ulotka zachęcała zdobyciem umiejętności programowania i oczywiście tytułem inżyniera, postanowiłam zaryzykować!

Jak wąska jest ta dziedzina nauki? Czy jest wiele zawodów w jakich można odnaleźć się po zakończonych studiach?

Po tych studiach tak naprawdę można robić prawie wszystko. Nie wszyscy wiedzą jeszcze czym są systemy informacji geograficznej, ale gdy bardziej zagłębić się w temat, okazuje się, że specjalistów poszukują nawet do pracy w Biedronce i to wcale nie na kasie, albo w magazynie <śmiech>.

Podczas studiów wiele razy korzystałaś z programu Erasmus+, w jakich krajach miałaś okazję studiować? Uczelnia nie stawia barier podczas tego typu wymian? 

Studiuję na wydziale geograficznym, więc mamy do wyboru około 80 uczelni z całej Europy. Na studiach pierwszego stopnia wyjechałam na semestr do Słowenii. Teraz na magisterce jestem w Chorwacji, ale podczas wymiany odwiedza się też wiele innych krajów położonych dookoła. Władze wydziału wspierają i bardzo pomagają w realizacji programu. Podczas swoich wymian poznałam wiele ludzi, którzy mówili, że po powrocie do kraju mają problemy z zaliczeniem semestru, bo nie zgadzały im się przedmioty. U mnie takich problemów nie było. Panie koordynatorki na bieżąco informują o wszystkich rzeczach, które trzeba załatwić przed wyjazdem, w trakcie, a także po. Formalności jest dosyć sporo, co często zniechęca do wyjazdu.

Czym Erasmus+ przyciągnął Cię, że zdecydowałaś się wziąć w nim udział aż dwukrotnie? 

Trudno wymienić jedną rzecz, która mi się spodobała. Dla mnie wyjazd do Mariboru był bardzo stresującym przeżyciem, ponieważ jechałam na pół roku do innego kraju, do obcego miasta i to na dodatek całkiem sama. Do tego wszystkiego musiałam zdać wszystkie egzaminy w pierwszych terminach, załatwić całą papierologię i wcale nie miałam na to całych wakacji, a tylko kilka tygodni, gdyż wyjeżdżałam w lutym. Już pierwszego dnia Erasmusa wiedziałam, że było warto. Ten program daje wielkie możliwości.

A co dał Tobie?

Po pierwsze: ludzie. Poznałam osoby z wielu krajów, niemal z całej Europy. W moim mieszkaniu oprócz mnie była Czeszka, Słowaczka, Turczynka, Chorwat i Rumun. Każdy z nas był inny, mówił innym językiem, miał inny styl życia, ale po 5 miesiącach mieszkania razem byliśmy jak rodzina.
Po drugie: język. Angielskiego uczę się od szkoły podstawowej, a jednak gdy przychodziło co do czego to wstydziłam się mówić lub po prostu nie wiedziałam jak i co. Na Erasmusie nie można się zamknąć w sobie i stwierdzić, że nie będę mówić po angielsku, bo nie znam go perfekcyjnie. Pomijając uczelnię, na której trzeba się posługiwać tym językiem, bo żaden profesor się dla Ciebie polskiego nie nauczy, to najważniejsza jest komunikacja z innymi Erasmusami. Może nie poprawiłam swoich umiejętności językowych, ale zaczęłam mówić swobodnie. Raczej nie jest to poprawny gramatycznie angielski, ale inni mnie rozumieją, a ja rozumiem ich, a to w komunikacji z drugim człowiekiem jest najważniejsze.
No i po trzecie: podróże. Pomijając fakt, że mieszka się przez pół roku, albo nawet dłużej w innym kraju, który ma na pewno wiele do zaoferowania, to dookoła niego są jeszcze inne kraje, a może jeszcze udała się trafić do takiego miejsca, gdzie latają tanie linie lotnicze i jest możliwość latania po całej Europie za niewielkie pieniądze? Nic tylko korzystać!

Na koniec wróćmy jeszcze do tematyki studiów, czy poleciłabyś je wszystkim?

Nie, geoinformacja mimo, że znajduje się na wydziale geograficznym ma z geografią niewiele wspólnego. Pracujemy na danych geograficznych, więc na początku studiów są zajęcia z geografii fizycznej i społeczno-ekonomicznej, ale trzeba liczyć się z faktem, że jest to w głównej mierze kierunek ścisły z dużą ilością zajęć z programowania. Moim zdaniem jest to dobry wybór tylko dla osób, które oprócz uczęszczania na zajęcia, będą we własnym zakresie dokształcały się w tej dziedzinie.

 

Dodaj komentarz