Bloger, miłośnik mody, designu i sztuki, jego wewnętrznym zwierzęciem jest jamnik, a znakiem rozpoznawczym kubek kawy.

Mieliśmy przyjemność objąć patronatem medialnym koncert, w którym brałeś udział. Jak wspominasz to wydarzenie?

Bardzo pozytywnie, nie da się jednak ukryć, że zżerała mnie trema, dlatego że był to mój pierwszy publiczny występ. Bardzo dobrze czułem się po tym koncercie i fantastycznie go wspominam.

Jak to jest być jednym z młodszych wykonawców występujących na włocławskiej scenie?

Normalnie <śmiech>, nie czuję się, jakbym był gwiazdą lub wielkim artystą, po prostu robię to, co lubię i na tym się skupiam.

Najbardziej oczywiste pytanie, które jednak musi paść. Skąd Twoje zainteresowanie rapem?

Chciałem skoczyć z okna jak Magik, ale nie wyszło. A teraz poważnie. Rapu zacząłem słuchać jakieś dwa, trzy lata temu – pierwsza klasa gimnazjum.  Ogólne zainteresowanie tym, żeby tworzyć muzykę narodziło się w mojej głowie w sierpniu 2015 roku.  Początkowo zajmowałem się tym razem z kumplem, on odszedł, a ja po czasie stwierdziłem, że mimo wszystko chcę iść w tym kierunku i zacząłem pisać teksty. Początkowo nagrywałem mikrofonem do skype’a kupionym w markecie elektronicznym za 50 zł, okazało się to słabym pomysłem. Na szczęście zbliżały się Święta, które były idealną okazją do zainwestowania w sprzęt. W lutym poznałem Ronniego i wszystko nabrało tempa.

Skoro już jesteśmy przy Ronniem. Opowiedz o waszej współpracy.

Mieliśmy wspólnego znajomego, Ronnie potrzebował pomocy ze sprzętem przy Ruskaczu, ja go miałem i tak to się zaczęło. Dobrze się dogadywaliśmy, więc postanowiliśmy kontynuować wspólną pracę. 

Jak wygląda proces powstawania piosenki?

Zaczyna się od beatu, który najczęściej robi Ronnie, czasami ja szukam czegoś. Do beatu dopiero piszemy tekst, który edytowany jest kilka razy – zwykle zajmuje to dwa, trzy dni. Cały czas konsultujemy się ze sobą. Umówionego dnia spotykamy się w domu Ronniego, gdzie nagrywamy, a potem przychodzi czas na mixmastering.  Nazajutrz jest gotowa do odsłuchu piosenka, która podlega naszej weryfikacji. 

Czy to, co dzieje się w Twoim życiu ma bezpośredni wpływ na Twoje piosenki, czy starasz się odgraniczać strefę prywatną od tej artystycznej?

Locke jest trochę inny niż Kevin, natomiast w teksty staram się wplatać sytuacje i doświadczenia z życia, zasłyszane porównania, historie.

Skąd właściwie Locke?

Pewnego razu uczyłem się i zauważyłem w podręczniku postać Johna Locke’a. W mojej głowie były już myśli o rozpoczęciu „kariery rapera”, a jego koncepcja czystej karty wydawała mi się dobrze pasować do tego momentu w moim życiu. 

Znamy Cię jako gościa, który śpiewa z Ronniem, planujesz samodzielnie tworzyć?

Cały czas mam to z tyłu głowy. Dlatego też m.in. mam własny kanał, gdzie wszystko  tworzone jest na moich zasadach w przeciwieństwie do kanału  RonnnieFerrari będącego wspólnym. Współpraca z Hubertem cały czas jest i pewnie cały czas będzie, zważywszy na to, że jesteśmy dobrymi znajomymi. Mimo wszystko staram się iść swoją drogą i pozostawać niezależny.

Planujesz związać swoją przyszłość z muzyką, czy jest to tylko tymczasowe hobby?

Oczywiście, jest to hobby. Z jednej strony mam obrany cel, by iść tą drogą i kontynuować komponowanie muzyki. Nie mam ochoty tego porzucać, ale równocześnie pamiętam, jak ważna wciąż jest edukacja. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia!

Dziękuję.

Po zaciekłej walce trwającej w ciągu całego wywiadu, Kevin przegrał pojedynek na wzrok z pluszową marchewką.

Dodaj komentarz