Bloger, miłośnik mody, designu i sztuki, jego wewnętrznym zwierzęciem jest jamnik, a znakiem rozpoznawczym kubek kawy.

Do studniówki pozostał miesiąc i powszechnie panująca presja dopadła również mnie. Owładnięty euforią i strachem postanowiłem dać upust moim myślom.

Zacznijmy od kilku banalnych frazesów. Studniówka to bal jedyny w Twoim życiu, podczas którego na chociaż moment zapominasz o maturze i masz okazję spędzić niezapomnianą noc ze swoją klasą. Jednak by móc tak powiedzieć, trzeba najpierw przeżyć małe piekiełko, którego część z Was pewnie teraz jest uczestnikiem. Wszyscy zostajemy wplątani w swego rodzaju grę towarzyską, która rozpoczyna się w momencie usadzania gości przy stole. Gdzieś podskórnie czujemy, że musimy być naj. Nie świadczy już o tym tylko strój, ale i kolejność w jakiej tańczymy poloneza, czy też rozmaite funkcje, jakie pełnimy podczas balu (przemówienia, konferansjerka, kwiaty, itp.).

PANIE

Studniówka swoją rangą dorównuje gali rozdania Oscarów i nic w tym dziwnego – jest jedną z niewielu okazji, kiedy całą swoją energię można skupić na byciu księżniczką. Znaczna część sklepów z sukienkami zdaje się traktować to zbyt dosłownie i oferuje jedynie tiulowe bezy lub romantyczne koronki. By nie było zbyt księżniczkowato wszystko utrzymane jest w kolorystyce granatu, czerni i czerwieni, jak na młodą damę przystało. Nie neguję całkowicie sensu istnienia takich kreacji, kwestionuję za to ich powtarzalność. Czyż ryzyko, że Twoja przyjaciółka, albo co gorsza nemesis założy tę samą kreację nie jest paraliżujące? Jeżeli dziewczyna choć trochę zna się na modzie i pragnie wyglądać oryginalnie, nie wydając przy tym milionów na designerskie kreacje, obawiam się, że najbardziej rozsądnym wyborem będzie przejrzenie oferty Zary.

PANOWIE

Tego wieczoru przypada nam niemalże rola ojca rodziny – kochanka i gentlemana jednocześnie. Musimy kontrolować całą sytuację, zachowywać się wedle przyjętych norm, ale jednocześnie pamiętać o dawce luzu i umiejętnościach latynoskiego tancerza. Nielicznym uda się sprostać, jednak już same oczekiwania mogą przyprawić o atak paniki. Sprawy nie ułatwia tak banalna czynność jak wybór garnituru. Podczas gdy nasze partnerki są infantylizowane, my traktowani jesteśmy jak estetyczni troglodyci, którzy wezmą wszystko, co im się wciśnie. Polecam Panu granatową marynarkę z wąskimi klapami oraz slimowane spodnie, bo to teraz jest modne. Szanowna Pani to może być popularne, ale w kwestii mody wybrała Pani nieodpowiedniego rozmówcę. Niewątpliwie te klasyczne modele są uniwersalne i pasują do każdej sytuacji, denerwuje mnie natomiast fakt nachalnego wciskania asortymentu nierzadko połączony z poczuciem wyższości.

Osobną kwestią w całym tym chaosie jest tajemniczo brzmiące słowo dresscode. Z całym przekonaniem jestem w stanie powiedzieć, że maturzyści są dorosłymi ludźmi, ale jeżeli chcemy być tak traktowani, to sami musimy się szanować. Długość sukienki, ilość biżuterii,  kolor marynarki i czas jej zdjęcia są detalami, które świadczą o powadze z jaką traktujemy siebie i wydarzenie w jakim bierzemy udział. Tutaj zrobiło się trochę strasznie i moralizatorsko, dlatego powstrzymam dalsze rozważania. Zapewne spora część z Was pomyśli sobie „ej, też tak myślę, jednak nie jestem osamotniony/a”, zaś druga każe mi się stuknąć w głowę i schować swoje mądrości głęboko w… Najważniejsze w tym wszystkim, by nie dać się zwariować i spokojnie przygotować się na tę wyjątkową okazję. Polonez z Pana Tadeusza czeka.

 

Dodaj komentarz