Wiktoria Budzeniusz

Zakochana w muzyce, frytkach i dobrym kinie. Dociekliwa licealistka, wulkan energii. Lubię, kiedy wiele się dzieje.

Hubert Kacperski, znany jako Ronnie Ferrari, to młody włocławianin, którego zamiłowaniem od zawsze była muzyka. Pierwszą falę popularności przyniosła mu satyryczna interpretacja znanej piosenki Justina Biebera, która ogarnęła całą Polskę. Dzisiaj, jego klubowe utwory ożywiają niejedną imprezę. Swój pierwszy w życiu wywiad postanowił udzielić właśnie naszej redakcji!

– Od kiedy działasz w internecie i jak narodził się ten pomysł?

Moja przygoda z internetem zaczęła się z nudów i pasji. Nigdy nie miałem problemów z dystansem do siebie i lubiłem występować przed dużą publicznością. Postanowiłem się sprawdzić, wrzucając swój kawałek na YouTube. Odzew był niesamowity. Dzięki temu poczułem, że idę w dobrym kierunku.

-W sieci znaleźć Cię można wpisując nazwę Ronnie Ferrari. Dlaczego akurat taki pseudonim?

Pomysł na pseudonim narodził się dzięki wytwórni muzycznej „OWSLA”. Ich utwory zainspirowały mnie do pracy z muzyką. Jeden z moich ulubionych producentów owej wytwórni a’ka Getter, był odzwierciedleniem mojej osobowości. Pewnego dnia wrzucił on na YouTube parodię reality show, w którym grał postać fikcyjną, nazwaną Ronnie Ferrari.

-Po wrzuceniu coveru Justina Biebera o nazwie Piosenka dla byłej, spodziewałeś się, że stanie się tak popularny?

Ludzie myślą, że to moja sprawka. Jednak to nie ja wrzuciłem ten filmik na YouTube. Dostał się on przez wyciek, udostępnianie przez ludzi, strony, fanpage na Facebooku. Miałem gitarę, nudziłem się, więc postanowiłem nagrać coś głupiego i wrzucić na swój profil. Wtedy właśnie zobaczyłem, że ludziom podoba się tego typu rozrywka. Piosenka bez przesłania, wiele wulgaryzmów. To podoba się nastolatkom, a to właśnie oni pchają internet do przodu.

-Mimo prześmiewczej formy tamtejszych filmików, masz niesamowity głos. Myślałeś kiedykolwiek o udziale w popularnym dzisiaj programie typu talent show?

Dla mnie to strata czasu. W tego typu programach jest się ocenianym. Dobrą stroną  tworzenia czegoś, według mnie, jest to, że robię to przede wszystkim dla siebie. Nikt nie zrozumie Twojej muzyki lepiej, niż Ty sam. Opinie są ważne, ale do pewnego momentu, tylko wtedy, kiedy nie blokują Twoich działań.

– Kolejnym Twoim pomysłem było stworzenie polskiej wersji popularnego Vine. Co skłoniło Cię do założenia strony Payace Vines”?

Inspiruję się trendami amerykańskimi. Vine mnie bardzo zainteresował, a w internecie w tym czasie nie spotkałem się z popularyzowaniem tego typu filmów w Polsce. Chciałem spróbować swoich sił, zebrałem grupę i ruszyliśmy. Jednak nie wypaliło to w taki sposób, w jaki bym chciał. W polskim języku nie ma wielu odpowiedników do tych angielskich, przez co straciło to sens. Postanowiłem usunąć stronę.

-25 marca 2017 roku, opublikowałeś swój pierwszy autorski utwór Ruskacz. Ile zajęło Ci jego stworzenie? Ile ogólnie trwa zrobienie dobrego kawałka?

Stworzenie Ruskacza zajęło mi dobre pięć dni. Oczywiście mówiąc o stronie technicznej. Samo robienie tzw. bitów, bez wokalu, jest dosyć trudne. Wszystko trzeba do siebie dostosować, żeby idealnie ze sobą współgrało. Tekst natomiast napisałem dosłownie w kilka minut. O drugi wokal poprosiłem mojego znajomego ze szkoły, który  działa pod pseudonimem Locke.  Bardzo szybko napisał swój tekst, który okazał się świetny. W tworzeniu kawałków działam na tym samym patencie: szybki bit, podstawowe instrumenty w tle, to się sprawdza, ludzie to lubią. Na powstanie dobrej muzyki potrzeba, według mnie, co najmniej tygodnia.

-Czy wrzucając pierwszą piosenkę, wiedziałeś, że zyska on ogólnopolską popularność? W końcu  Twój utwór można usłyszeć m.in. wśród toruńskiej młodzieży, a nawet w klubie w Krynicy Morskiej.

Spodziewałem się, ale nie po tak krótkim czasie. Tak jak mówiłem wcześniej, to młodzież napędza internet, jestem zaskoczony jednak, że w tak szybkim tempie podadzą dalej ten utwór. Ludzie są zainteresowani, coraz więcej młodych idzie w stronę muzyki klubowej.

-Czy czujesz się gwiazdą?

Nigdy nie będę czuć się gwiazdą. Wydaje mi się, że to miano należy do osób, które zasłynęły z  czegoś wielkiego. Nie jestem „gwiazdorem” i nigdy nie będę. Wątpię, żeby kiedykolwiek tzw „woda sodowa” uderzyła mi do głowy, przez to, że mam duży dystans do tego co robię. Dla znajomych jestem Hubert, nie Ronnie Ferrari.

-Czy czujesz się artystą?

Artystą może czuć się każdy, który coś tworzy i rozwija się w tym kierunku jak tylko może. Szczególnie jeśli robi to z pasji.

-Wiążesz swoją przyszłość z muzyką?

-Chciałbym, aby moja przyszłość  była podzielona na dwie części. Jedna, to właśnie producent, osoba tworząca muzykę, a druga to zwykły człowiek, który chodzi do pracy. Chciałbym móc połączyć te dwa światy. Jestem świadomy tego, że muszę mieć zabezpieczenie, nie rzucać się od razu na głęboką wodę. Jeśli udałoby się za kilka lat otrzymać poważną propozycję muzyczną, na pewno bym się zgodził, pod warunkiem pozostania też w tej bezpiecznej sferze codzienności.

Tworzysz regularnie, czy tylko wtedy, gdy najdzie Cię wena?

Na pewno nie robię tego systematycznie, ale w wolnej chwili jak najbardziej. Nie mam takiego momentu weny twórczej, że nagle wiem dokładnie, co zrobić.  Wszystko muszę sobie wypracować, próbując pewnych rzeczy po kolei, dopiero znajduję na to pomysł.

Jesteś  w 3. klasie technikum w Zespole Szkół Technicznych. Czy muzyka przeszkadza Ci w nauce?

Chodzę do technikum, co w moim przypadku jest dużym ułatwieniem. Nie mam tak wielu przedmiotów szkolnych, jak w liceum. Mam wystarczająco dużo czasu wolnego po szkole, ze względu na rozkład materiału. W 1. i 2. klasie technikum są tzw. przedmioty zawodowe teoretyczne, a od 3. klasy część praktyczna, dzięki czemu mniej mam prac domowych. Samą muzykę robię zazwyczaj po północy, kiedy to już wszystko na następny dzień mam przygotowane.

-Działasz w internecie, planujesz przenieść się na deski sceny?

Jeśli byłaby taka możliwość, to jak najbardziej. Natomiast nie chciałbym czerpać z tego jakichkolwiek korzyści materialnych. Nie czuję się jeszcze na tak wysokim poziomie. Na razie wszystko co robię, robię w stu procentach z pasji.

 

Dodaj komentarz