Ekstrawertyczna społeczniczka, która do szaleństwa kocha szarlotkę swojej babci.

Za namową kolegów poszła na pierwszy trening, teraz zdobywa najważniejsze trofea. Dzięki jasno określonym celom, uporowi oraz determinacji wspięła się na szczyt. Angelika Szymańska, włocławska gwiazda judo, marzy o Igrzyskach Olimpijskich w 2020 roku. Jaka droga ją czeka?

Angeliko, jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem, czy od razu postawiłaś na judo?

Moja przygoda ze sportem zaczęła się w drugiej klasie szkoły podstawowej. To właśnie wtedy moi koledzy namówili mnie na pierwszy trening judo, od początku trenuję w klubie MKS Olimpijczyk Włocławek, a moimi trenerami są Wicemistrzyni Olimpijska Aneta Szczepańska i Roman Stawisiński.

Od czasu, gdy trenerzy wzięli Cię pod swoje skrzydła Twoja kariera rozwija się bardzo prężnie, co daje Ci siłę do takiego działania? Na ile teraz jest to pasja, a na ile praca?

Od początku mojej przygody z judo wzorem do naśladowania jest dla mnie trenerka Szczepańska. Już jako mała dziewczynka chciałam iść w jej ślady i zdobyć medal olimpijski. Wtedy to było tylko marzenie, które z czasem przekształciło się w cel, do którego dążę. W tym momencie judo można nazwać moją pracą, której oddaję się w stu procentach. Nawet gdy mam dużo nauki, czy jestem zmęczona nie wyobrażam sobie, by opuścić trening. Mam jasno określony cel i zdaję sobie sprawę, że bez ciężkiej pracy nie byłabym w stanie go osiągnąć.

Jakie inne cele stawiasz sobie na najbliższy czas?

Jestem już po najważniejszych turniejach w tym roku. Teraz skupiamy się na przygotowaniach do nowego sezonu, w którym chciałabym ponownie osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej. W przyszłym roku rozpoczną się również kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku, więc powoli będę rozpoczynać starty na turniejach seniorskich. Jeśli chodzi natomiast o cele pozasportowe, w przyszłym roku podejdę do matury i chciałabym ją dobrze zdać.

Matura już za chwilę, ale najpierw trzeba się do niej solidnie przygotować, jak udaje Ci się pogodzić sport z nauką?

Nie jest to łatwe, szczególnie na zgrupowaniach brakuje czasu na naukę, jednak robię co w mojej mocy, by być na bieżąco z materiałem. Bardzo pomagają mi w tym koledzy i koleżanki z klasy wysyłając notatki (tu należą się wielkie podziękowania Ewelinie), jak również nauczyciele, którzy po powrocie dają mi czas na nadrobienie zaległości.

Judo to sport, który wiąże się z częstymi kontuzjami, jak to wygląda u Ciebie? Jaka była najpoważniejsza kontuzja?

Judo jest sportem kontaktowym, więc to normalne, że zdarzają się kontuzje. Dla mnie szczególnie ciężkim okresem był rok 2016, w którym w przeciągu dwóch miesięcy łamałam się dwukrotnie. Najpierw w kwietniu złamałam rękę i musiałam zdejmować gips na własne życzenie 3 dni przed Mistrzostwami Polski (w sumie to walczyłam na tych zawodach jedną ręką i gdy wzięli mnie na kontrolę antydopingową nie byłam w stanie się nawet podpisać). W czerwcu natomiast na kilka dni przed Mistrzostwami Europy złamałam nos. Po tej kontuzji długo nie mogłam się pozbierać, bałam się nawet walczyć, by ponownie nie doszło do złamania. Jednak z czasem przestałam o tym myśleć i wszystko wróciło do normy.

Jakie rady dałabyś początkującym w tym sporcie?

Uciekajcie jak najszybciej! <śmiech> A tak zupełnie serio: najważniejsze jest, by nigdy się nie poddawać i mimo przeciwnościom losu, cieszyć się z tego, co się robi.

 

Dodaj komentarz